21 kwietnia 2017

(WIELKANOCNA) BABKA MAJONEZOWA


Bardzo lubię robić zdjęcia i chyba to spowodowało, że dziś pojawia się ten bardzo aktualny wpis.

W niedzielę upiekłam całkiem ładną babkę, zrobiłam zdjęcia, a że zdjęcia robione lustrzanką obiektywem 50mm przy odrobinie wysiłku wychodzą według mnie tak dobrze, że właściwie nie wymagają (poza kadrowaniem) obróbki, były już piękne i przede wszystkim gotowe. Tylko co za pożytek ze zdjęć, które wyszły dobrze a nie będą opublikowane? Głupio publikować same zdjęcia bez tekstu (blog to nie Instagram) a głupio też oszukiwać (tak jakby ktoś na to zwracał uwagę) i publikować na Instagramie zdjęcia zrobione lustrzanką jako zdjęcia zrobione telefonem.

Oprócz uczty dla oczu przygotowałam też przepis na ucztę dla podniebienia - pyszną babkę niekoniecznie Wielkanocną. Robi się ją łatwo, szybko i przyjemnie. Myślę, że nawet szczególnie uzdolnieni będą mieli problem, żeby ją zepsuć. 

Pamiętam kiedy mama dała mi pierwszy raz do spróbowania kawałek wspomnianaejbabki. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, kiedy powiedziała mi, że dodaje do niej słoik majonezu. Majonez jako składnik słodkiego wypieku był dla mnie na początku szokujący, zwłaszcza, że nie spożywam go wcale w normalnych potrawach. Jednak ręczę, że nie musicie się obawiać, po upieczeniu smak majonezu jest bardzo słabo wyczuwalny, za to nadaje babce delikatnie ostry/wytrawny smak i sprawia, że jest wilgotniejsza wewnątrz niż typowa babka piaskowa.


BABKA MAJONEZOWA
(źródło: zeszyt z przepisami mamy)

3/4 szklanki mąki pszennej
3/4 mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

4 jajka 
170 ml majonezu kieleckiego
niecała szklanka (250 ml) cukru

olejek waniliowy
kakao

Białka ubić na sztywno. Po ubiciu dodać stopniowo cukier. Ubić.
Żółtka ubić do białości, dodać stopniowo majonez, zmiksować.
Białka z cukrem zmiksować z żółtkami z majonezem.
Mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek od pieczenia wymieszać, dodać do masy z białek i żółtek.
Ciasto podzielić na pół, do jednej części dodać kakao.

Piec 50-60 minut w 180 °C


Macie w swoich zeszytach dania z nietypowymi składnikami, pozornie zupełnie nie pasującymi do całej potrawy? Piszcie. linkujcie, chętnie poznam nowe dziwolągi a może nawet spróbuję zrobić?



8 kwietnia 2017

(NIE)ŁADNE KWIATKI - ZAMIOKULKAS




Jest źle, nie jest dobrze - już nawet kwiatki ze mną nie wytrzymują.

Po stanie mojej rośliny możecie się domyślić, że nie jestem ekspertem w temacie. Kompletnie nie przeszkadza to w byciu amatorem zielonego. Wiem za to z internetów, że Zamia i Zamiokulkas to dwie różne rośliny i że posiadanie dużej ilości roślin w mieszkaniu (aż do przesady) to podstawa jeśli chcesz się dziś skutecznie lansować na Instagramie.

Jak nie mieć ładnych kwiatków

Do tej pory mojemu Zamiokulaksowi nie przeszkadzał mój brak kompetencji (tj. dobrych kilka lat) i ładnie rósł. Nic się w sumie nie zmieniło a roślinie się odmieniło i chyba postanowiła umrzeć. Może faktycznie czasem jest ciężko ze mną wytrzymać i mam ze wszystkim problem, ale akurat z tym kwiatkiem nigdy nie miałam, więc zupełni nie rozumiem dlaczego wziął to do siebie. Przecież to podobno żelazna roślina
Okazało się, że bardziej żelazne są inne kwiatki w moim mieszkaniu. Ficus benjamin, dracena, bluszcz a nawet kaktusy ledwo bo ledwo, ale dawały radę bez podlewania i odżywek (wymieniam tak mało, nie dlatego, że tak mało ich mam - mam o wiele więcej dogorywających jeszcze żyjących, ale nie wiem jak się profesjonalnie  nazywają). Te, które wytrwały wykazały się zdolnością przetrwania naprawdę długich okresów suszy.
Bardzo łatwo mi się kupuje wszelkiego rodzaju zielone żyjątka. Problem pojawia się, kiedy już mija pierwsze zauroczenie i przychodzi szara codzienność. Podlewanie, nawożenie, mycie staje się bardzo ciężkimi obowiązkami. Sięgnięcie po butelkę, nalanie wody i jej transport w kierunku doniczki są odkładane w czasie na wieczne nigdy. Nawet nie wspominam o odżywce. W końcu okazuje się, że te dwa dni niepodlewania to dwa tygodnie a na podłodze pod roślinami ścieli się dywan z uschniętych liści. Nie zmienia to faktu, że nadal podtrzymuję, że bardzo lubię rośliny i nie, nie chodzi mi o te suszone. 

W moim starciu z żelazną rośliną, okazało się, że niestety roślina przegrywa, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Wszystko podziało się dość szybko. Możliwe też, że działo się bardzo wolno, tylko nie zwracałam na to uwagi. Liście żółkły i opadały, łodygi usychały, w końcu je ucinałam. Nie miał raczej ani za mokro ani za sucho. A może miał za sucho?Specjalnie go nie nawoziłam, raz na jakiś czas wymieniałam ziemię na nową. Miał drenaż na dnie, miał doniczkę z dziurą (!) i podlewanie do podstawki. Miał cień, nie miał przeciągów, nie miał za zimno.



Jak mieć ładnego Zamiokulkasa

Tak się naczytałam o tych bulwach i innych zamiokulkasach, że dzisiaj śniło mi się, że przesadzałam kwiatki i kroiłam bulwy. Dzień i cała noc przesadzania i krojenia robi swoje więc nie można się dziwić, że zmęczona rano byłam podwójnie.

Mądrości z internetu o Zamiokulkasie:

* stanowisko: cień / półcień, nie w ostrym słońcu
* temperatura: 22 - 25
* podłoże o odczynie kwaśnym lub lekko kwaśnym (pH 5,5-6,5) z dobrym drenażem (np. keramzyt na dnie doniczki z otworem do odprowadzenia wody)
* podlewać odstaną wodą o temp. pokojowej do podstawki, dopiero gdy podłoże przeschnie
* nawozić raz w miesiącu od kwietnia do września
* unikać przeciągów przeciągów
* usuwać stare, żółte pędy bez liści 


Jak to wygląda u Was? Macie jakieś sposoby na regularne dbanie o rośliny i nie zapominanie o nich?A może w ogóle nie lubicie zielonego i babrania się w ziemi?