1 czerwca 2017

WSPÓLNE UWALNIANIE TKANIN / czerwiec 2017


Kolejny początek miesiąca - kolejnego, w którym będzie wiele okazji do uwolnienia tkanin z Waszych szaf / łóżek / lodówek. 


W poprzednich miesiącach pięknie Wam poszło - gratulacje!

Linki dodajemy przez miesiąc - linki do postów, w których pokazujecie rzeczy uszyte z zalegających tkanin od początku roku 2017 do końca czerwca.

Pamiętajcie, że będzie miło gdy odwiedzicie się nawzajem na blogu i zostawicie komentarza a może przy okazji się zainspirujecie?

21 maja 2017

PO CO TO KUPIŁAM? #2 - SZYJ, AŻ USZYJESZ!



Nieczęsto niestety zdarza mi się kupić coś do przeróbki i od razu, najlepiej tego samego dnia, tę przeróbkę zrealizować lub choćby zacząć. 

Ten sam problem zauważyła pomysłodawczyni akcji Po co to kupiłam? Joanka-Z, budząc się pewnego dnia ze stertą rzeczy do przerobienia, których nie sposób było nie kupić, bo a) takie ładne, b) takie tanie, c) takie ładne i tanie, d) bo ktoś inny kupi a tak być nie może, bo to takie ładne i tanie. Niestety przemierzając bezkresy wieszaków w second hand jesteśmy bezustannie narażeni na spotkanie tanich i ładnych dawców idealnie nadających się do...no do różnych przeróbek.

Postanowiłam wziąć sprawy ubrania/poszewki w swoje ręce i zająć się tym problemem na poważnie.  

W takim przypadku kiedy już nie ma mowy, że nie kupię, choćbym miała jeść suchy chleb (którego jedzenie mi nie służy) i popijać wodą do końca miesiąca i kupię, to staram się przestrzegać pewnych zasad. Tak sobie mówię i staram się w to wierzyć, więc skoro ja mogę to i Wy uwierzcie:

W 4 krokach od zakupu dawcy do gotowej rzeczy 
- jak szybko zrealizować przeróbkę i nie mnożyć UFO


1. Pranie
Piorę dawcę od razu po powrocie z zakupów do domu.
Czasem pomijam punkt pierwszy. Znacząco ułatwia to sprawę, bo nie oszukujmy się, jak coś wisi na suszarce w łazience, to zdejmę to najwcześniej przy następnym praniu lub ewentualnie rano kiedy nie będzie mi się chciało iść po coś do ubrania a to z suszarki jest na wyciągnięcie ręki i daje radę**.
**Eureka! Odkryłam przyczynę dla, której chodzę co 2 tydzień w tych samych ubraniach.

2. Krojenie i szycie
Po powrocie do domu z nową zdobyczą od razu zabieram się do jej oprawiania. Muszę się śpieszyć zanim ostygnie zapał. Od razu, to znaczy zanim uda mi się usiąść przed laptopem na krześle, do którego tyłek magicznie przykleja się tak, że nie da się już wstać.


3. Szyj szybko i dobrze
Zasada, która według mnie powinna w miarę możliwości towarzyszyć przy każdej szyciowej twórczości - szyj, aż uszyjesz. Nawet jeśli w trakcie tracę zapał (tak, bywa, że zdarza się to aż tak szybko) bo efekty nie do końca są takie jak sobie wymarzyłam. Dlatego często staram się skupiać na rzeczach stricte użytkowych takich jak pościel, faruchy, pokrowce, narzuty czyli takich, których potrzebuję i staram się je wykonać możliwie jak najlepiej i jak najszybciej.

4. Pranie

Nie oszukujmy się, że najpierw uprałam a potem przerabiałam. Oczekiwanie na wyschnięcie a co za tym idzie bezsensowne i ryzykowne wydłużanie czasu pomiędzy zakupem i realizacją pomysłu na przeróbkę znacznie zmniejszają prawdopodobieństwo finalizacji projektu. Także uszyte rzeczy grzecznie pierzemy po uszyciu, żeby zachować higienę. Potem suszymy i prasujemy do zdjęć.

 Voilà, przeróbka gotowa!




Po co to kupiłam?
W tym przypadku kupiłam 1 bawełnianą poszewkę w kwiatowo-ptasi wzór i 1 dużą szarą bawełnianą poszwę z zamiarem uszycia pasujących do siebie poszewek na poduszki i jaśki. Pojawił się pomysł na pseudo patchwork na froncie, żeby do maksimum wykorzystać wzorzystą tkaninę.

Za ile i kiedy kupiłam?
Jak zwykle w nieocenionej skarbnicy second hand. Całkiem niedawno, za ok. 6zł za wszystko na przecenie.

Co z tego ostatecznie powstało?

Jak na załączonym obrazku, z dumą oświadczam, że powstało dokładnie to co powstać miało, czyli dwie poszewki na jaśki i dwie poszewki na duże poduszki. W dość krótkim czasie od zakupu dawców. Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się ten plan zrealizować.


Moje dokonania w tym temacie: klik

Szczegóły akcji PO CO TO KUPIŁAMklik
Wszystkie wpisy Joanki-Zklik

21 kwietnia 2017

(WIELKANOCNA) BABKA MAJONEZOWA


Bardzo lubię robić zdjęcia i chyba to spowodowało, że dziś pojawia się ten bardzo aktualny wpis.

W niedzielę upiekłam całkiem ładną babkę, zrobiłam zdjęcia, a że zdjęcia robione lustrzanką obiektywem 50mm przy odrobinie wysiłku wychodzą według mnie tak dobrze, że właściwie nie wymagają (poza kadrowaniem) obróbki, były już piękne i przede wszystkim gotowe. Tylko co za pożytek ze zdjęć, które wyszły dobrze a nie będą opublikowane? Głupio publikować same zdjęcia bez tekstu (blog to nie Instagram) a głupio też oszukiwać (tak jakby ktoś na to zwracał uwagę) i publikować na Instagramie zdjęcia zrobione lustrzanką jako zdjęcia zrobione telefonem.

Oprócz uczty dla oczu przygotowałam też przepis na ucztę dla podniebienia - pyszną babkę niekoniecznie Wielkanocną. Robi się ją łatwo, szybko i przyjemnie. Myślę, że nawet szczególnie uzdolnieni będą mieli problem, żeby ją zepsuć. 

Pamiętam kiedy mama dała mi pierwszy raz do spróbowania kawałek wspomnianaejbabki. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, kiedy powiedziała mi, że dodaje do niej słoik majonezu. Majonez jako składnik słodkiego wypieku był dla mnie na początku szokujący, zwłaszcza, że nie spożywam go wcale w normalnych potrawach. Jednak ręczę, że nie musicie się obawiać, po upieczeniu smak majonezu jest bardzo słabo wyczuwalny, za to nadaje babce delikatnie ostry/wytrawny smak i sprawia, że jest wilgotniejsza wewnątrz niż typowa babka piaskowa.


BABKA MAJONEZOWA
(źródło: zeszyt z przepisami mamy)

3/4 szklanki mąki pszennej
3/4 mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

4 jajka 
170 ml majonezu kieleckiego
niecała szklanka (250 ml) cukru

olejek waniliowy
kakao

Białka ubić na sztywno. Po ubiciu dodać stopniowo cukier. Ubić.
Żółtka ubić do białości, dodać stopniowo majonez, zmiksować.
Białka z cukrem zmiksować z żółtkami z majonezem.
Mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek od pieczenia wymieszać, dodać do masy z białek i żółtek.
Ciasto podzielić na pół, do jednej części dodać kakao.

Piec 50-60 minut w 180 °C


Macie w swoich zeszytach dania z nietypowymi składnikami, pozornie zupełnie nie pasującymi do całej potrawy? Piszcie. linkujcie, chętnie poznam nowe dziwolągi a może nawet spróbuję zrobić?



8 kwietnia 2017

(NIE)ŁADNE KWIATKI - ZAMIOKULKAS




Jest źle, nie jest dobrze - już nawet kwiatki ze mną nie wytrzymują.

Po stanie mojej rośliny możecie się domyślić, że nie jestem ekspertem w temacie. Kompletnie nie przeszkadza to w byciu amatorem zielonego. Wiem za to z internetów, że Zamia i Zamiokulkas to dwie różne rośliny i że posiadanie dużej ilości roślin w mieszkaniu (aż do przesady) to podstawa jeśli chcesz się dziś skutecznie lansować na Instagramie.

Jak nie mieć ładnych kwiatków

Do tej pory mojemu Zamiokulaksowi nie przeszkadzał mój brak kompetencji (tj. dobrych kilka lat) i ładnie rósł. Nic się w sumie nie zmieniło a roślinie się odmieniło i chyba postanowiła umrzeć. Może faktycznie czasem jest ciężko ze mną wytrzymać i mam ze wszystkim problem, ale akurat z tym kwiatkiem nigdy nie miałam, więc zupełni nie rozumiem dlaczego wziął to do siebie. Przecież to podobno żelazna roślina
Okazało się, że bardziej żelazne są inne kwiatki w moim mieszkaniu. Ficus benjamin, dracena, bluszcz a nawet kaktusy ledwo bo ledwo, ale dawały radę bez podlewania i odżywek (wymieniam tak mało, nie dlatego, że tak mało ich mam - mam o wiele więcej dogorywających jeszcze żyjących, ale nie wiem jak się profesjonalnie  nazywają). Te, które wytrwały wykazały się zdolnością przetrwania naprawdę długich okresów suszy.
Bardzo łatwo mi się kupuje wszelkiego rodzaju zielone żyjątka. Problem pojawia się, kiedy już mija pierwsze zauroczenie i przychodzi szara codzienność. Podlewanie, nawożenie, mycie staje się bardzo ciężkimi obowiązkami. Sięgnięcie po butelkę, nalanie wody i jej transport w kierunku doniczki są odkładane w czasie na wieczne nigdy. Nawet nie wspominam o odżywce. W końcu okazuje się, że te dwa dni niepodlewania to dwa tygodnie a na podłodze pod roślinami ścieli się dywan z uschniętych liści. Nie zmienia to faktu, że nadal podtrzymuję, że bardzo lubię rośliny i nie, nie chodzi mi o te suszone. 

W moim starciu z żelazną rośliną, okazało się, że niestety roślina przegrywa, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Wszystko podziało się dość szybko. Możliwe też, że działo się bardzo wolno, tylko nie zwracałam na to uwagi. Liście żółkły i opadały, łodygi usychały, w końcu je ucinałam. Nie miał raczej ani za mokro ani za sucho. A może miał za sucho?Specjalnie go nie nawoziłam, raz na jakiś czas wymieniałam ziemię na nową. Miał drenaż na dnie, miał doniczkę z dziurą (!) i podlewanie do podstawki. Miał cień, nie miał przeciągów, nie miał za zimno.



Jak mieć ładnego Zamiokulkasa

Tak się naczytałam o tych bulwach i innych zamiokulkasach, że dzisiaj śniło mi się, że przesadzałam kwiatki i kroiłam bulwy. Dzień i cała noc przesadzania i krojenia robi swoje więc nie można się dziwić, że zmęczona rano byłam podwójnie.

Mądrości z internetu o Zamiokulkasie:

* stanowisko: cień / półcień, nie w ostrym słońcu
* temperatura: 22 - 25
* podłoże o odczynie kwaśnym lub lekko kwaśnym (pH 5,5-6,5) z dobrym drenażem (np. keramzyt na dnie doniczki z otworem do odprowadzenia wody)
* podlewać odstaną wodą o temp. pokojowej do podstawki, dopiero gdy podłoże przeschnie
* nawozić raz w miesiącu od kwietnia do września
* unikać przeciągów przeciągów
* usuwać stare, żółte pędy bez liści 


Jak to wygląda u Was? Macie jakieś sposoby na regularne dbanie o rośliny i nie zapominanie o nich?A może w ogóle nie lubicie zielonego i babrania się w ziemi?




29 marca 2017

PO CO TO KUPIŁAM #1 - SZTUCZNE FURTO



Nawiązując do świetnej akcji Joanki Z. Po co to kupiłam? (wszystkie wpisy Joanki znajdziecie tu) rozpoczynam serię (ha, ja optymistka!) wpisów poświęconych rozprawieniu się z różnymi dziwnymi zakupami ubraniowo-tkaninowymi. Dodatkowo może zrobię coś z nieskończonymi/nieudanymi rzeczami, których boję się tknąć. I jednych i drugich nie chcę ani wyrzucać ale nie chcę też ich kończyć. Zawieszanie się w próżni i nie podejmowanie żadnej decyzji - w tym jestem świetna, nawet jeśli chodzi o takie drobiazgi. Pamiętam, że całkiem niedawno często miałam taki sen: miałam dużo zwierzątek, szczury, rybki, chomiki. Chowałam je razem z klatkami/akwariami w szafkach i zaniedbywałam. Nie karmiłam, nie czyściłam klatek. Im dłużej to trwało tym bardziej bałam się tam zajrzeć, tym większe wyrzuty sumienia miałam. Podobnie jest z zaczętymi projektami i tkaninami czekającymi na wieczne nigdy. Po jakimś czasie aż strach tam zaglądać, prawda?

W takim razie może lepiej zacznę od czegoś bieżącego, w duchu odważnego rozprawiania się z przeszłością... Co więcej, mam taki plan, specjalnie kupię coś, co szybko przemielę i będzie post bez rozdrapywania ran.

Okazało się, że jednak rozdrapię trochę ranę i zajmę się sztucznym futrem, kupionym kilka dobrych lat temu w second handzie, który już nie istnieje. Futro rozprułam, podszewkę wyrzuciłam. Uszyłam jedną poszewkę na poduszkę a resztę spakowałam w reklamówkę i wsadziłam na szafę, bo przecież takie fajne futro na pewno się do czegoś przyda.


Po co to kupiłam?
Zawsze zadaję sobie to pytanie patrząc na stertę bezsensownych tkaninowych (i nie tylko) zakupów. Kupiłam, żeby przerobić na coś co można uszyć z płaszcza ze sztucznego futra. Coś fajnego i futrzastego, przecież to oczywiste. Co innego można by zrobić z futra jak nie coś futrzastego i fajnego?

Za ile i kiedy kupiłam?
Wieki temu (ok 3 lata) za nie więcej niż 6 zł.

Co z tego ostatecznie powstało?
Jedna poszewka na poduszkę (już chyba dokonała żywota, bo kompletnie nie kojarzę co się z nią stało) i mysz/szczur dla kota. Reszta leży nadal i czeka na lepszy dla siebie czas. Za to kot ma swoją mysz i biega za nią po ścianach za darmo a nie za 10zł ze znanego sklepu z owadem.




Moje dokonania w tym temacie: klik

Szczegóły akcji PO CO TO KUPIŁAMklik
Wszystkie wpisy Joanki-Zklik

22 marca 2017

O MRUCZENIU I WARCZENIU / WDiC #19





Dzierganie (klik)

Od jakiegoś czasu rozglądałam się za dawcą na kolejną porcję włóczki do kontynuacji pledu. Niestety pomimo głosowi rozsądku, nie powstrzymałam się i w końcu kupiłam sweter do sprucia. 

Kiedy zaczęłam pruć już czułam, że coś będzie nie tak. Przy pierwszym  motku okazało się, że nitka nie jest skręcona i bardzo łatwo się rwie. Nie przeszkodziło mi to w spruciu całego swetra. Wbrew logice myślałam(!), że przecież cały sweter ładnie trzymał formę, nitka nie wyglądała na tak bardzo mizerną jak okazała się być, więc jak to możliwe, że ona tak się rwie? Jakimś cudem nitka w trakcie prucia nie stała się mocniejsza, pomimo że starałam się wmówić sobie i jej, że właśnie tak się stanie. Co gorsza okazało się że jest stanowczo za cienka w stosunku do włóczki z pledu. Przez sekundę przebiegł mi przez myśl pomysł żeby skręcić 2 nitki. Na szczęście resztki mojego rozsądku podpowiedziały mi, że łudzenie się i naginanie rzeczywistości aż do tego stopnia tylko po to żeby nie poczuć, że wyrzuciłam w błoto te 8 złotych to już stanowczo zbyt wiele. Nie pozostało mi nic innego jak tylko powiedzieć sobie a nie mówiłam myślałam i powoli skierować się w stronę kosza na śmieci już nie tylko ze straconymi 8 złotymi ale jeszcze ze straconym na sprucie swetra czasu.



Czytanie

Pierwszy raz od bardzo dawna w moim życiu pojawia się czytanie w wersji papierowej - to znaczy czytanie jakiekolwiek inne niż czytanie blogów i artykułów w internecie. Odnowiłam kartę w bibliotece i rzuciłam się do półek. Zaczęłam gładko i prosto od pospolitych poradników.

Z książki Ellen Phillips Zwierzaki mają głos Poznaj sekretny język psów i kotów dowiecie się wielu ciekawych rzeczy m. in. do czego służą wibrysy, dlaczego lepiej być oschłym dla psa przy wychodzeniu z domu, czemu kot może zaklinować się w ciasnym przejściu i dlaczego karcenie zachęca do negatywnego zachowania.

Nawet się nie spodziewałam jak wiele wspólnego mają zachowania zwierząt z ludzkimi. Na przykład koty i psy zupełnie odmiennie postrzegają pewne zachowania. Możecie się domyślić, że wiąże się z tym wiele nieporozumień. Wyobraźcie sobie kota mruczącego z zadowolenia zbliżającego się żeby się połasić do psa, który mruczenia zupełni nie rozumie. Pies odczytuje je jako warczenie i oczywiście reaguje podobnie, tylko znacznie mniej przyjaźnie niż kot. 
Wydawało by się, że o ile zwierzęta mają ograniczone możliwości rozumienia i przystosowania się do odmiennych sposobów wyrażania emocji to ludzie nie powinni mieć z tym większego problemu. Weźmy na przykład kobietę wracającą do domu po wyjątkowo ciężkim dniu. Bardzo możliwe, że kiepsko zareaguje na propozycję wieczornego wyjścia, pomimo najlepszych chęci kota faceta. Bardzo możliwe, że kobieta nie odbierze tego mruczenia jako mruczenia. Możliwe, że sama zawarczy, bo bałagan w domu, bo śmieci nie wyniesione, bo naczynia niepozmywane, bo zakupy niezrobione. Do tego w pracy nie może warczeć na szefa, bo jak szef na nią zawarczy to już nie będzie za co karmy kupić. 
Niestety często okazuje się, że z szkodą dla siebie, warczy się tam gdzie można warczeć, a mruczy się tam gdzie zawarczeć po prostu nie można.

15 marca 2017

Motywacja do giganta - jak nie wpaść we własną pułapkę / wspólne dzierganie #18




Jak się spodziewacie godzina z dzierganiem raczej nie wyszła (naprawdę ktoś zadzwonił do drzwi) między innymi dlatego, że teraz piszę ten post. Możliwe, że potem zrobię i zjem obiad i czasoprzestrzeń zakrzywi się tak jak nigdy nie chce się zakrzywić kiedy jestem w pracy i w ciągu chwili miną 3 godziny. 

W trakcie robienia kolejnych oczek pledu mam bardzo wiele szans na bardzo wiele przemyśleń. Co zrobię na obiad, kiedy zrobię porządek w szafie albo kiedy wreszcie skończę robić to cholerstwo, do którego podchodziłam na początku z takim entuzjazmem. Tu pojawia się pewien problem.

Jak pielęgnować w sobie motywację do wielkich projektów przez cały czas ich trwania?
9 sposobów

Nie dołuj się
Cały czas pracuję nad zachowaniem motywacji do końca dziergania. Głównie polega to na tym, że staram się nie myśleć o ogromie pracy jaki jest przede mną  i to chyba pomaga. W gruncie rzeczy takie podejście przy każdej aktywności, która wymaga ode mnie dużo wysiłku oraz spędzenia nad nią chwili czasu znacząco ułatwia sprawę. Na przykład takie ćwiczenia na siłowni. Kiedy myślę o tym jak bardzo jestem zmęczona, patrzę na sekundnik i zauważam, że minęły dopiero 2 minuty mojej jazdy na rowerku to wszystkiego mi się odechciewa i czas płynie jeszcze wolniej.

Bądź robotem
Co się z tym wiąże - staram się działać automatycznie. Nie zastanawiać się czy jest sens siadać i zrobić jeden rząd skoro cały pled to trylion rzędów a czym jest jedna kropla wobec oceanu.

Szukaj zalet
Dlaczego duży projekt i wolne postępy wcale nie są czymś co powinno mnie demotywować? 1. Zawsze mam go pod ręką gdy przychodzi mi ochota na dzierganie - a ta przychodzi często. 2.Nie muszę wtedy na szybko wymyślać bezsensownego projektu tylko po to, żeby zająć ręce a potem pruć. Staram się znaleźć zalety. 3. Im szybciej skończysz ten motek, to szybciej będziesz musiała rozejrzeć się za następnym co oznacza - legalne zakupy! Już w trakcie dziergania możesz planować zakupy.

Dbaj o szybki sukces
Żeby tak bardzo się nie przerażać, rozbijam to zadanie na mniejsze, łatwiej i szybciej osiągalne cele. Może wydawać się to dziwne w kontekście dziergania, ale uwierzcie mi , wcale nie jest. Włączam np. serial i sprawdzam czy uda mi się zrobić np. 3 rzędy w czasie jego trwania (ok. 20 minut). Albo patrzę na zegarek i sprawdzam jak długo zajmuje mi zrobienie jednego rzędu i staram się ten rekord pobić. 

Ludzie nie robią rzeczy bez sensu*
Pewnie też nie zaszkodzi jak dobrze przemyślisz to co chcesz zrobić. Podobno ludzie nie mają motywacji i nie widzą sensu w robieniu rzeczy bez sensu. Przynajmniej nie tak długo ile trwa zrobienie ogromnego pledu. Nie zmienia to faktu, że zastanowienie się nad tym czy potrzebujesz 15 prostej chusty, może przynieść więcej korzyści niż bezmyślne robienie jej.

Myśl o efektach
Zwizualizuj sobie swój piękny nowy** pled na łóżku, zobacz to jak pięknie wpisuje się w aktualne wnętrzarskie trendy. Pomyśl jak świetnie będzie się prezentował na Instagramie i jak wiele lajków zdobędzie. To zawsze poprawi humor. W tym punkcie może kryć się jednak mała pułapka - od myślenia o efekcie finalnym do flustracji, że jeszcze tak daleko do końca jest całkiem niedaleko.

Skup się - na czymś innym
Nie przeżywaj, że wolno Ci idzie, że zrobiłaś tylko 1 rząd w ciągu 10 minut, że boli, że spaliłaś dopiero 5 kalorii na rowerku. Pomyśl o planach na wieczór, o tekście na nowy post, o tym co zrobisz jutro na obiad albo o czymkolwiek innym co zajmie twoją głowę na tyle mocno, że nie będziesz miała czasu na angażowanie się w punkt pierwszy. 

Dziergaj z Maknetą

Planuj kolekjny projekt
W ramach skupiania się na czymś innym, gdzieś w połowie prac kombinuj nowy projekt. Planuj z czego go zrobisz, z jakich kolorów włóczki, wreszcie planuj zakupy! Pamiętaj, że nie wolno Ci się zabrać za inny drutowy projekt zanim nie skończysz obecnego - jest to sposób Babyrudej. O planowaniu pracy przeczytacie już niedługo w innym wpisie.


**nie taki nowy, bo początek jest już całkiem stary

A jak tam Wasza motywacja do długodystansowych tworów? Odkładacie w połowie czy jakoś sobie radzicie?




1 lutego 2017

O dzierganiu i pisaniu / wspólne dzierganie #18



Maliny dziergają się dalej, idzie tak samo szybko jak ostatnio. Od tygodnia przybyło może ze 2 rzędy bąbli, na szczęście nie ma ich na dłoniach.  

Główną motywacją do publikowania dziś posta jest wspólnie dzierganie z Maknetą, dlatego nie będę zdziwiona, kiedy pomyślicie, że o niczym piszę.
W przeciwieństwie do ochoty na robienie na drutach, chęć do pisania nie jest we mnie czymś stale obecnym. Ciężko mi pisać kiedy nie mam pomysłu na tekst a wiem, że dziś środa i trzeba publikować. Najlepiej jest kiedy mogę się skupić i być w pisaniu na tyle, że kolejne zdania wynikają z poprzednich co niekoniecznie oznacza, że nie zbaczam z tematu. Porównałabym to do spontanicznego zwiedzania - wiem od czego zaczynam, ale pojęcia nie mam gdzie skończę. Czasem mam tylko ogólny zarys, kilka punktów zaczepienia. To co dzieje się między nimi ciężko przewidzieć. To, czy kolejny punkt w ogóle pojawi się w tekście, zależy od tego jak rozwinie się myśl po tym pierwszym. W efekcie często powstaje tekst zupełnie inny od zamierzonego, ale na szczęście nie piszę za pieniądze.

Z tym pisaniem to trochę tak jak z planowaniem czego to ja nie zrobię po powrocie do domu.
Wiem dokładnie co chciałabym zrobić, a na końcu siedzę przed laptopem i próbuję sklecić post nie zauważając, że w pokoju zrobiło się już ciemno.

. . .

Czas zrealizować choć raz w tym tygodniu godzinę z dzierganiem.

P.S. Jestem prawie pewna, że jak tylko usiądę zadzwoni telefon albo ktoś do drzwi.

26 stycznia 2017

Maliny na kocu / wspólne dzierganie #17


Zrobiłam trochę porządków we włóczkowych zapasach.

Tą włóczkę ze sprutego swetra z second handu już prawie sprzedałam, ale udało się ją odratować jej nie sprzedać. Chętny niestety był już mniej zadowolony, że ogłoszenie się dziwnie zdezaktualizowało. Jeszcze nie wiem na ile pledu wystarczy mi włóczki i zapału, puki co dzieję dalej. Idzie nawet szybciej i łatwiej niż się spodziewałam. Zastanawiam się co zrobię jeśli zdecyduje się na pełnowymiarowy pled, bo wtedy na pewno zabraknie mi włóczki (mam ok 1kg). Będę musiała skombinować coś w podobnym kolorze na środek, a brzegi zrobię z tej którą mam. Możliwe też, że spruję wszystko i wymyślę coś innego albo znowu wystawię na sprzedaż ;)

Korzystałam z tej instrukcji na maliny.
Podpinam się pod wspólne dzierganie z Maknetą.


8 stycznia 2017

W 5 krokach - jak przestać pisać bloga i wycofać się z wirtualnego życia / wspólne dzierganie #16


 

Kiedy brakuje motywacji do szycia i pisania bloga, zawsze zostaje do poruszenia temat braku motywacji.

Pewnie świetnym pomysłem byłoby zatytułowanie tego wpisu "5 sposobów na przywrócenie bloga do życia" albo "5 sposobów na przywrócenie życia do szycia." W moim przypadku, najpierw musiałabym przywrócić maszynę do szycia do życia, co niestety wiąze ze sporym wydatkiem. Co do pisania, pewnie skończyłoby się na 5 poradach jak przestać pisać bloga i wycofać się z wirtualnego życia. Taki właśnie stan nie do końca mi pasuje i z zazdrością patrzę na nowe zręcznie zredagowane wpisy i pięknie wyedytowane zdjęcia. Nawet jeśli zdarzy mi się coś napisać to ciągłe niezadowolenie i niekończące się dopieszczanie skutecznie zniechęci mnie do publikacji. Nie pomaga też porównywanie się z innymi, bo lepsze zdjęcia, bo szata graficzna, bo tekst ciekawszy a ja nie czaję wcale htmla i jak coś przestawię to na bank wszystko się nieodwracalnie pochrzani. Trzeba by jeszcze wspomnieć o mądrych wyróżnionych fragmentach tekstu na białym tle i w ramce. Szkoda tylko, że żadna czcionka nie pasuje a i mądrości ze świecą szukać. Świetnym sposobem na uniemożliwienie publikacji posta jest też odłożenie tekstu w połowie na dokończenie niewiadomokiedy. Jest bardziej niż pewne, że cała koncepcja i wena nie pojawią się już na zawołanie i post, jak wyrzut sumienia, zawiśnie w roboczych na wieki. Możliwe też, że roboczy post tak bardzo  się zdezaktualizuje, że uszyta/wydziergana rzecz będzie a) już za mała (optymistycznie: za duża), b) 3 razy przerobiona (z sukienki na spódnicę, ze spódnicy na torebkę, z torebki na etui), c) zdematerializowana czyli wyrzucona. Jestem niestety w stanie przypomnieć sobie kilka (kilkanaście?) takich postów a te nieszczęsne rzeczy dalej leża gdzieś upchnięte na wieczne niepokazanie i krzyczą z szafy jak nienakarmione zwierzątka.

Może pomożecie mi się z tym ogarnąć? Może sami macie takie zapomniane wyrzuty sumienia, których ani nie wyrzucacie ani nie kończycie? Może nie ma sensu marnować czasu i emocji na relikty przeszłości? Jak bezboleśnie rozprawić się z zapomnianą szyciową/dzierganą przeszłością? Bo przecież da się, prawda?


Jak przestać pisać bloga i wycofać się z wirtualnego życia.


1. Bądź ciągle niezadowolona z efektów, dopieszczaj w nieskończoność.
2. Porównuj się z innymi, poświęć masę czasu na rozpamiętywanie dlaczego ty tak nie potrafisz. 
3. Odkładaj skończenie tekstu/projektu na nigdy - hoduj robocze posty w nieskończoność.
4. Nawet nie próbuj zrobić czegokolwiek.
5. Zostawiaj nieskończone rzeczy i nic z nimi nie rób, trać energię na niemyślenie o nich.