28 grudnia 2015

Kolorowa





Kolorowa z różową karkołomną to jak widzicie ekstremalne połączenie jak na mnie.

Na kolor na mojej skromniej osobie przez długi czas reagowałam jak wampir na czosnek* Całe życie myślałam, że najlepiej wyglądam w brązach i innych maskujących kolorach. Okazało się jednak, że to w czym najlepiej się czuję nie jest tym samym w czym najlepiej wyglądam.

Teraz staram się mocno pilnować już na etapie kupowania, jakie kolory wybieram. A pilnować muszę się bardzo, dzisiaj na przykład o mały włos nie kupiłam ciemno szarej koronki. Ciągle o niej myślę i wydaje mi się, że mimo wszystko po nią wrócę. Szkoda, że w sklepie nie mają lustra, może gdybym przyłożyła ją do twarzy to sama bym zrezygnowała, a tak będę musiała sprawdzić czy na pewno mi nie pasuje dopiero po powrocie do domu.
Albo Wy ocenicie jak już coś z niej uszyję :)

Bluzka jest uszyta z resztek dzianin. Z czerwonej szyłam sukienkę, która wisi w szafie już dłuższy czas i czeka na wykończenie brzegów i skrócenie.

* czosnek też już polubiłam ;)

23 grudnia 2015

Różowa karkołomna / wspólne dzierganie #12



Tym razem zrobiona grzecznie według instrukcji.
Wersja oczywiście mniejsza niż zakłada cały schemat.
Zdziwiło mnie, że zużyłam niecały 100g motek.

Inną karkołomną znajdziecie  tu i tu. Sweter z karkołomnym wzorem powoli się dzierga i aktualizuje.

Na tekst już nie starczyło energii - może odtąd posty bez tekstu? ;)


20 grudnia 2015

13 grudnia 2015

Rudość / wspólne dzierganie #12





Na początku był sweter z lumpa i skąpstwo recykling.
Potem było dużo kłaczków i pyłków z wełny.
Wszędzie.

Na końcu mamy  czapkę i komin, nic wielkiego.
Czapka mnie trochę rozczarowała, bo za bardzo się rozciągła na ściągaczu.
W czapce wykorzystałam rzędy skrócone, żeby uzyskać efekt smerfa,
ale nie każcie mi tłumaczyć jak to zrobiłam, bo już nie pamiętam.

Stanowczo polecam wspólne dzierganie czapek i kominów - to jest fajne.


6 grudnia 2015

Truddne szycie próbne


Nie lubię szyć na próbę. Za każdym razem staczam ogromną walkę ze swoją niecierpliwością. Stosuję różne sposoby: włączam filmy, seriale przy spinaniu elementów szpilkami, staram się wszystko jak najszybciej wyciąć. Potem modelowanie formy, szukanie jak najlepiej poprawić to i tamto. Na nieszczęście do tych wszystkich etapów dochodzi jeszcze sklejanie wykroju i wycinanie go.
Nie zmienia to faktu, że od zawsze byłam zdania, że szycie na podstawie wcześniej nieużywanego wykroju bez modelu próbnego jest wielce ryzykowne. Takie myślenie jednak w niczym mi nie przeszkadza robić zupełnie na odwrót. W sumie najprościej wybrać swój rozmiar, zdarza się, że nawet nie według tabeli z wymiarami tylko według rozmiaru ubrań, które się nosi a potem płakać, że wykrój jest zły

W środowisku wykrojów nie występują wykroje, które pasują na każdego*

Wykroje są konstruowane na podstawie ustandardyzowanych wymiarów - ciężko żeby było inaczej. Jeśli wpisujesz się w standardy i masz sylwetkę proporcjonalną jest spora szansa, że wszystko będzie pasowało. Jednak jeśli przez całe dzieciństwo pływałaś i masz ramiona nieproporcjonalnie szerokie do reszty sylwetki albo jeśli u góry nosisz rozmiar 36 a na dole 40 nie masz tego szczęścia.
Jeśli o mnie chodzi - Burda robi wszystko za duże, za szerokie w ramionach, u Papavero zawsze rękawy są zbyt wąskie a biust jest za wysoko. Dla pewności - absolutnie nie oznacza to, że mój bust jest za nisko. Rozwiązanie jest proste - albo uczymy się dopasowywać wykrój do sylwetki (ang. pattern fitting) albo szyjemy wory na ziemniaki z dzianiny* - jakie to szczęście, że są modne. Tak więc:

Wykrój  z natury nie jest zły

On jest po prostu tajemniczy. Jeśli nie spróbujesz to nie dowiesz się gdzie Ci odstaje, gdzie jest za ciasno a gdzie za luźno. Być może wszędzie jest źle. Być może wyjawi Ci, że cycki masz wyżej niż statystyczna Niemka, ale niżej niż statystyczna Papaverowiczka. Czasem jest zbyt wyluzowany - my wręcz przeciwnie, kiedy okazuje się, że nikt nas nie uprzedził. Nie pozostaje nic innego jak tylko zacisnąć zęby i próbować dalej.